RSS Napisz maila Księga Gości Last.fm facebook flickr elwinga.blogspot.com gadu

stat4u who's online
Add to Technorati Favorites

The current mood of elwinga at www.imood.com
Blog > Komentarze do wpisu

Огин черт

Przygotowuję kolejną porcję curriculów i listów intencyjnych, wysyłam je w ciemno, do wszelkich wydawnictw, tradycyjnych i elektronicznych, zaczynając od branżowych, a kończąc na firmach "Krzak". Wysyłam też za morze, skąd przyszła między innymi odpowiedź, że owszem, pracowników potrzebują i nie mierzi ich fakt, że z Polski, mimo że kryzys szaleje, ale moje kompetencje są do pracy (wprowadzanie danych w głupawym - faktycznie - portalu) zbyt wysokie. Poszukiwacze wyruszającego w morze na kutrach rybackich personelu żeńskiego i męskiego na moją aplikację odpowiedzieć nie raczyli wcale, a szkoda, bo guślarki się roboty fizycznej nie boja, żołądek mocny mają, a morze kochają równie mocno i gwałtownie, jak góry. Zwłaszcza jeśli to morze jest oceanem. Aplikacja o posadę gamemastera w World of Warcraft dotarła do Blizzarda za późno (tyż szkoda, bo pograć można by za darmo, jeszcze by za to płacili, a dostarczanie współgraczom wszechstronnego onlajnowego supportu nie wydaje się za to ceną wygórowaną, zwłaszcza że ten support miałabym dostarczać z Cork (z Korka?), a łaskawa fyrma zobowiązała się pomóc w załatwieniu wszystkich niezbędnych kwitów tudzież znalezieniu dachu nad czerepem, siedziska pod zadem i leża pod zewłokiem grą zmordowanym). Cóż, ponoć nie należy siadać na laurach. W istocie nie należy; skórzaste liście wawrzynu mogą być dla dupy mało komfortowe. Zresztą nie o laury tu chodzi, a raczej o niezaprezestawanie wysiłków, co czasem korci, zwłaszcza gdy okazało się, że noża na gardle wciąż jeszcze nie mam. Za to mam dosyć. Efektem rozmowy z Władziem Najnadrzędniejszym, którą grożono mi od dawna, co w pewnej chwili zaczęło równo trącić szantażem, jest konstatacja, że mnie z Fyrmy wylewać nie planują, nawet nie udzielono mi nagany ani upomnienia. Ani inną karą, słowną, pisemną czy finansową nie uraczono. Nie powiem, nieco mnie to zdziwiło, przecież tak bardzo się starałam.

Rozmowa oczywiście była manipulowana, i to równo, rzekłabym nawet, że koncertowo. Srebrna do kupy z Derekcją przygotowali się do niej solidnie, kwitami przeciw mnie wyprodukowanymi obłożyli, oczywiście mnie niewiele do gadania pozostawiając. Derekcja mówił coś o jakimś dawnym zaniedbaniu, które jakoby miało z mojej winy doprowadzić do strat finansowych wew Fyrmie, a o którym "przecież sama wiem najlepiej", rzecz w tym, że nie wiem kompletnie nic (i nie wiem wcale nie dlatego, że w tych zapiskach próbuję grać uciśnione niewiniątko, na którego nieposzlakowaną cnotę źli wilcy zewsząd nastają, ale nie wiem faktycznie, mimo że dopadła mnie afazja straszliwa i czasem przypomnienie sobie jakiegoś słowa zajmuje dobry kwadrans, jednak z dziadkiem Alzheimerem żem jeszcze niezaprzyjaźniona). Srebrna z kolei wyciągnęła na światło dzienne czterdziestodniowe czy jakoś tak dysproporcje między terminem otrzymywania przeze mnie ze świętego miasta Breslau materiałów do kolejnych Numerów a czasem przekazywania ich Składowi. Nie wzięła tylko pod uwagę albo radośnie przemilczała fakt, że w chwili otrzymywania Materiałów pracowałam byłam (cały czas równo, bom tylko ludź, co wyżej własnej rzyci skakać nie potrafi) nad dwoma wcześniejszymi Numerami i opóźnienie przez cały rok zmniejszało się sukcesywnie o dzień lub dwa na Numerze, kosztem przesiedzianych w pracy wieczorów i przemordownaych przy domowej maszynce nocek. Gwoli sprawiedliwści muszę przyznać, że jeden z jej zarzutów miał rzeczywiste korzenie - zawaliłam byłam przed dwoma laty zadanie dodatkowe, Fuchę Znikąd, którą mi zlecić raczyła, ale to dlatego, że jednocześnie kupa roboty zwyczajnej była też do zrobienia, jak zwykle z naciskiem na kupę, a i pewne układy prywatne się wówczas raczyły skomplikować.

Derekcja nawet stwierdzić raczywszy w ten deseń, "że przecież, kochana MM, nikt wew Fyrmie twoim wrogiem nie jest, i nikt pojąć nie umie, czemu jęłaś wokół siebie nagle wrogów dostrzegać". Manię prześladowczą mi najwyraźniej wobec Władzia Najnadrzędniejszego wmówić usiłując, któraż to mania wśród moich róznorakich paranoi wciąż jeszcze gościć nie raczy. Wszak tylko drobne (hehe, zaiste drobniuśkie) niesprawiedliwości wypunktować śmiałam i o to cała heca powstała - cóż, widać klasa Srebrnej nie pozwala na załatwianie personalnych konfliktów na personalnym gruncie, na całe Biuro je przenosić musi. A dziś znów słodka jest jak dawniej, co mnie - nie ukrywam - mierzi

Konkluzją całej gadki było to, że przecież funkcjonowanie redakcji zmieniło się na tyle, że do moich obowiązków należy jedynie korekta. Jedynie korekta. Drobne rozróżnienie między korektą a adjustacją redakcyjną i redakcją jako taką było już zbyt trudne do pojęcia, a moją uwagę o tym, że prace, które dostaję do obrobienia mają jedną albo dwie poprawki, nie zawszwe prawidłowe i zazwyczaj dotyczące tylko umiejscowienia pojedynczych przecinków (na ich przygotowanie Święty Harmonogram z Błogosławionymi Dedlajnami daje mi tydzień) zbyto stwierdzeniem, że przecież "redakcja" (a tak naprawdę "tylko korekta") zależy od osobistego stylu osoby poprawiającej, jej gustu i tego, w jaki sposób sama pisze, "jakieś zasady zapewne istnieją, ale przecież autorzy ich przestrzegają, panie z Breslau mówią, że teksty coraz lepsze przychodzą" (tylko jakoś ja, gupia, tej ich "lepszości" i językowej nad poprzednimi dominacji dostrzec nie umiem, ciekawe że takoż jej dostrzec nie potrafi chwilowo u mnie zamieszkały fachowiec od poprawności i to fachowiec, że ha, na bieżąco w tym tkwiący i wieczorami dzięciolący ćwiczenia na przykładach jakby żywcem wyjętych z tej papki, co ją do obrobienia dostaję).

Jasne, przestrzegają autorzy Zasad Wszelakich. Żesz ich mać, przestrzegają jak cholera. Teksty, w których każde zdanie jest zbudowane szykiem przestawnym i zawiera zwyczajowo stosowane, acz pokraczne i błędne frazeologizmy, są na porządku dziennym, w zasadzie nie ma takich, w których tego rodzaju błędy (nie usterki, a błędy właśnie) nie wyskakiwałyby wielokrotnie z każdego akapitu. Abstrahując już od urągającej logice konstrukcji nie tylko pojedynczych zdań, ale i całych materiałów. Za mało widać podła jestem, by wspomnieć o bajzlu nomenklaturowym, za który odpowiadają Jaśnie Naczelne, boć to przecie one tytułami dochtorskimi z dziedziny, której pismo dotyczy zostały ukoronowane. Nie dostrzegają królewny ani żargonu, z którym przecież one właśnie jako siły fachowe walczyć powinny (przecież nie ja, szary "pracownik techniczny" jestem do tego powołana), ani drobiazgów takich, jak niejednolita w tym samym tekście pisownia tego samego terminu. One na przygotowanie materiałów mają miesiąc, ja tydzień. One czytają go przez ten miesiąc raz, ja trzy razy - przy redakcji przed oddaniem do składu, w korekcie (już samo to jest dobrej praktyki zaburzeniem, choć nagminnym - nie powinien ten sam ludź redagować tekstu i korygować go potem) i przy rewizji. Drobne 250-300 stron maszynopisu, mać jego pieska niebieska. Przeczytać to jeszcze by się dało, raz w miesiącu, ale redakcja, korekta i rewizja to dość szczęścia na jedną człowieczycę ułomną, pomijając listy honorariów czy wysyłanie egzemplarzy autorskich. Albo to, żem wew Fyrmie najwyraźniej najmniej odporna na dzwonek telefonu, więc wszyscy klienci do mnie w końcu dryndają, do sekretariatu, Derekcji, Świętej Księgowości czy wydawnictw dostukać się nie mogąc (i kto za to od klientów po siedzeniu bierze - wiadomo).

Tak czy siak, miny szanownym Władziom zrzedły, gdy Władź Najnadrzędniejszy, Preziem zwany, stwierdził, że o wylaniu mnie z tyry mowy być nie może, przy czym nie tylko nagany, ale nawet pisemnego upomnienia wystawić mi nie zamierza. Nie łudzę się, jego pojęcie o pracy redakcyjnej jest równie mizerne, jak pojęcie Władź Podrzędnych (po co stanowisko sekretarza redakcji, poszukamy pani MM wew Fyrmie innych zadań, skoro jej zakres obowiązków taki jest nikły) i nie z sympatii do mnie, żuczka szarego ta decyzja wynikała, ale raczej z tego, że Władzie Wszelakie jako pionka w rozgrywce między sobą używać mnie raczą. Tak czy siak noża na gardle nie mam tymczasem, chociaż resztkami dla Świętych Dedlajnów i Harmonogramów Pomniejszych gonię, bokami robić zaczynam pomału, o pianie na twarzyczce już nie wspomniawszy. Bo otóż jak mój tydzień ostatni w Tyrze wyglądał? W poniedziałek wysyłałam egzemplarze autorskie - dzień faktycznie luźniejszy był od innych. We wtorek rewizję Trzeciego Numeru żem otrzymała i wtorek cały i środę jej czytanie i kontrola mi zjadły. We wtorek też trafił w me łapki Numer Czwarty (z trzydniowym opóźnieniem, z Breslau wyszedł dnia, kiedy go dostać miałam - kogo to poza mną obchodzi), aleć przecie Trzeci priorytet wobec niego mieć musiał. W czwartek babskie nieszczęście z mocą koszmarną mnie dopadłszy, toteż po przypełznięciu do Fyrmy o urlop żem jednodniowy na żądanie poprosiła, bo i tak pracować nie byłabym w stanie. Nie dało się i już. Na urlopie przecież pracować nie muszę. Nawet nie powinnam o czym i Władź Najnadrzędniejszy raczył mnie zapewnić. Piątek całym Czwartemu Numerowi poświęciła. A po wizycie u Rodzicielki Osobistej, jakem w sobotę do Numeru Czwartego o godzinie czwartej z wieczora zasiadła, tak z trzygodzinną przerwą (z soboty na niedzielę, między trzecią a szóstą ze świtania) do ósmej rano dnia dzisiejszego nad nim tkwiłam. Boć przecie zakres moich obowiązków taki jest mizerny, nie mam w ogóle nic do roboty, rozszerzyć mi go trzeba absolutnie, bo się po całych dniach obijam, i w tym już głowa Srebrnej z Derekcją pospołu. Uj, jak oni coś wymyślą, to na zasłużony odpoczynek na noszach, z dźwiękiem przenikliwym z Fyrmy wyjadę, zaczynam mieć wrażenie, że niedługo to nastąpi, bo chociaż zdrowa jestem jak koń (tej wersji oficjalnej trzymać się będziemy), nawet zdrowa klacz pociągowa swoją wytrzymałość ma ograniczoną. Ona też wyżej swego zadu brykać nie umie.

Władź Najnadrzędniejszy łaskawie zapytać mnie był raczył, co mnie wew Fyrmie boli i spokoju nie daje. Tom mu odrzekła, że choćby i to, że prawo mając do urlopu dziesięć dni roboczych rzędem w ciągu, przez szesnaście lat mojego tu niewolnictwa, raz czy dwa tylko taki miałam, a był moment, że zaległego wolnego mi się osiemdziesiąt dni zebrało. Władź potwierdził, że prawo do urlopu mam, urlop nie po to jest, żeby na nim pracować i zapewnia mnie własnym (hyhyhy) autorytetem, że mam prawo takiego zażądać i wykorzystać go solennie. Ciekawe jak i kiedy. Nie ma ludzi niezastąpionych, a Pismo samo się przecie redaguje...

No i jest jak jest, a będzie jak będzie. Wawrzyny w dupę kłują, więc siedzieć na nich nie będę. Spieprzać stąd trza, a kroki w tym kierunku z przerwami, bo z przerwami, ale trwają. Szlag by tylko kryzys trafił, z bezrobociem rosnącym, co się musiał teraz właśnie, cholernik, napatoczyć. Cóż, przężyjemy. Fajdać sobie na łeb więcej nie damy, nikomu. Co i życia prywatnego dotyczy, nawet jeśli ceną miałaby być utrata najpiękniejszej przyjaźni, jaka nam się w zyciu przytrafiwszy. Srał to pies. Ten sam, co szczeka na karawanę, ale zatrzymać jej nie może.

I tym optymistycznym akcentem znak życia czytaczom dany, guślarka zakończywszy. Kiedy będzie następny - a ch...olera raczy wiedzieć. Огин черт его знает.

poniedziałek, 02 marca 2009, guslarka
TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/03/24 22:39:57
Oj, toz ty nie wiesz Kochana, ze na zamorskiej posady szukanie nalezy specjalna curicule sporzadzic, z mocno okrojona informacja o wlasnych kompetencjach? So, try again :)
-
2009/03/26 16:10:18
Oj, toż wiem i takie też robię. Wsio zależy, jakiej posady człek poszukiwa. Chociaż z drugiej strony do wprowadzania danych też kompetencje mogę mieć za wysokie.

No próbowała będę dalej, aczkolwiek teraz jakby o to trudniej.
-
Gość: znowu ja, chello089078040069.chello.pl
2009/05/18 20:56:39
i zajrzalam tu znow po jakiejs tam przerwie -akurat dzis, gdy przepelniona jestem gorycza i jadem wszelkim na rozne korporacyjne huje muje. A tu tylko dolalas oliwy do ognia, i do mojego jadu ze tych hujków wiecej na swiecie chodzi. Tyle tylko, ze ciesze sie STRASZLIWIE (bo Ci sekunduje, choc Cie nie znam), ze w koncu udalo Ci sie przywalic babie piescia w oczy (choc z Twojego opisu wynika, ze durna pala jest tak odporna, ze i tak nic do niej nie trafi).... ile to juz lat jak czytam, ze ta redakcja zatruwa Ci watrobe... dobrze, ze doszlo w koncu do tego dnia. Szkoda tylko, ze w dobie kryzysu... ale szczerze mowiac nawet teraz to pewnie masz szanse na lepsze zarobki nic w tej redakcji.... licze, ze cos znajdziesz wkrotce. Trzymam kciuki, bo zmiana srodowiska (zdaje sie, ze tez mieszkanie juz zmieniasz?) nalezala Ci sie juz dawno. Trzymam kciuki!
-
2009/05/19 15:20:57
Dziękuję, to się teraz przyda.

I ja trzymam za Ciebie.
Bo to nie koniec historii, to dopiero początek. Przed tygodniem dostałam do łapki wypowiedzenie - mam czas do 1 września. W sumie już teraz odbiłam się od kilku prób - pracodawca chce od zaraz, ja mogę za trzy miesiące, zrywając stosunek pracy tracę kilka lat stażu - muszę wytrzymać.

Ciąg dalszy historii - a raczej jej opisu - nastąpi kiedy będzie mi się chciało tu zajrzeć na dłużej. Na razie mi się nie chce.

Wrzesień będzie pięknym miesiącem... chyba.

ekhem... chuj się pisze przez "ch". Nie żebym była jakaś szczególnie wredna, dziś przynajmniej takiego nastroju nie mam (dziś mam nastrój wszystko-mi-jedno), ale drażni mnie kiedy widzę to słowo w nieprawidłowej pisowni ze ścian toalet ;)
-
Gość: znowu ja, chello089078040069.chello.pl
2009/05/19 18:58:18
niektore typy nie zasluguja na poprawna pisownie :-))) bo na swiecie sa chujki i hujki ....
a co do wypowiedzenia: jesli z woli pracodawcy to ciekawe, jaka przyczyne Ci na pismie wymyslisli - a jesli zaporozumieniem, to mozecie sie umowic, ze mozesz byc zwolniona z obowiazku pracy - ale z 3 miesiecznym wypowiedzeniem. Ty masz czas dla siebie i kase przez 3 mce, a pracy ogladac nie musisz...no ale Srebrna by wylysiala pewnie na taka propozycje :-)
-
2009/05/19 23:22:43
Wypowiedzenie ma przyczynę likwidacji mojego stanowiska. Oficjalnie. Bo oficjalnie nie jest już potrzebne, a firnie trzeba oszczędności. W związku z tym muszę sprawdzić, czy przypadkiem nie należy mi się odprawa z powodu redukcji, bo chyba się należy.

Niestety, obowiązek świadczenia pracy przez te 3 miesiące w wypowiedzeniu stoi, mam tylko wykorzystać urlop i mam 3 dni na poszukiwanie pracy. Na rękę mi przecież nie pójdą. Ale skoro moje stanowisko jest niepotrzebne.... cóż, jak zwykle pełna logika.

Jak mi się uda dostać do lekarza pierwszego kontaktu (wstawać o 5 rano i tkwić pod przychodnią mi się nie chce), to idę na L4. I będę wymuszała kolejne zwolnienia przez całe trzy miechy.

Chyba zmuszę się, żeby jakąś notkę walnąć, ale nie chce mi się jakośbloga pisać. Miło, że chociaż Ty go jeszcze czasem czytujesz.
-
Gość: keira, chello089075141039.chello.pl
2009/05/20 11:51:11
Grr nie wiem czy wysłało poprzednie komentarze, jeśli tak to przepraszam za spam.
Chciałam powiedzieć, że również czytam Twojego bloga i bardzo chciałabym się spotkać pogadać, tylko nie mam jak, bo na studiach teraz szaleństwo.
Trzymaj się.
-
Gość: znowu ja, chello089078040069.chello.pl
2009/05/20 21:53:31
ha! czytuję, jest w tym fascynujące jakieś uzależnienie... obserwacji Twojej wewnętrznej przemiany - bo choć to niby blog i wszystko tu może być: oszustwo czy autokreacja, to pewnych rzeczy i tak nie da się ukryć :-)))

A zaczęło się od przypadkowo zanlezionego przepisu na brokuły z masalą :-)) i tak to już trwa.... ze dwa lata?
-
2009/06/25 15:34:55
-
2009/08/12 12:38:27
Jest nowy termin tegorocznego Maratonu, może będzie lepszy :-)
maraton.blox.pl/2009/08/Termin-Maratonu-kolejne-informacje.html
-
2009/08/24 20:53:51
Wracaj, Guślarko!!!!!!!!!!!
Madrze tu i dobrze, na Twym blogu. Potrzebna jesteś!
-
2009/08/26 22:46:19
:*