|
Archiwum
Zakładki:
![]() |
wtorek, 22 grudnia 2009
niedziela, 20 grudnia 2009
To kolejny guślarski wynalazek. Przypomniało mi się, że chętnie bym ją pożarła. No to idąc za ciosem poprzednich przepisów zamieszczę i ten. Jest rozgrzewająca, dobra na mrozy. Półproduktem jest... zupa pomidorowa. Jako że to prywatny blog, mogę pozwolić sobie na nie-kryptoreklamę - ma być zupa Krakusa, żadna inna się nie nadaje. Taka najzwyklejsza pomidorówka z kartonu. Nie żeby była wolna od różnych ulepszaczy - wszechobecny glutaminian sodu jest niestety i w niej, ale w znośnej ilości. W razie absolutnego, kompletnego braku dostępu do krakusowej pomidorówki, można od biedy użyć pikantnego soku pomidorowego, plus bulionu warzywnego w kostce. Takiej samej ilości, czyli dwóch litrów. Ale smak, mocium panie, już nie ten będzie, nie ten... Robi się bardzo szybko. Podane proporcje starczą na porządny obiad dla 4 osób. Potrzebujemy:
Zupę przelewamy do garnka i zaczynamy grzać. Wrzucamy do niej cały strączek chilli, niech się podgotowuje i oddaje swoją pikantność. Jeśli ktoś lubi na ostro, może pokroić chilli w plasterki i wrzucić razem z pestkami. Na suchą patelnię wsypujemy kolendrę, ziele angielskie, pieprz i pokruszony liść laurowy, przez chwilę przeprażamy. Następnie wlewamy połowę oleju ze słoika z czosnkiem i wrzucamy wszystkie ząbki. Podduszamy na niedużym gazie, krojąc w tym czasie por na niezbyt grube plastry. Dorzucamy pora na patelnię i kroimy paprykę w paski. Kiedy por zmięknie, dorzucamy ją do tego, co już się dusi. Jeżeli używamy świeżego, niemrożonego groszku, też go dorzucamy i dusimy razem z resztą warzyw. Ale krótko, żeby nam nie sflaczał. Jeśli używamy mrożonego - od razu dodajemy zawartość patelni do zupy. Jeśli chcemy użyć brukselki - ładujemy ją teraz i gotujemy wszystko na małym ogniu aż zmięknie. Kiedy brukselka będzie miękkawa - dodajemy groszek mrożony (jeśli nie chcemy brukselki, która nie jest niezbędna - dodajemy do garnka mrożone strączki groszku tuż po wrzuceniu wszystkiego z patelni). Dosypujemy słonecznik. Gotujemy dopóki ziarna trochę nie zmiękną - ale tak w miarę. Nie ma się rozgotować, ma tylko nie być zupełnie twardy. Strączki groszku mają być chrupiące, nie flakowate. Zabielamy całość jogurtem. Doprawiamy solą i pieprzem. Przed podaniem, już na talerzu czy w misce, obficie posypujemy posiekaną natką pietruszki i kolendry, w proporcji mniej więcej pół na pół. I jemy. A potem obżarci jak smoki i rozgrzani zasypiamy...
|